Zapowiedzi strajku wygłaszane przez związkowców to nie straszak, ale realne zagrożenie. Spółka jest w przededniu restrukturyzacji, której elementem ma być zwolnienie 8 proc. załogi. Niepokojom sprzyja też kalendarz polityczny: za pasem mamy wybory samorządowe, w resorcie infrastruktury zmienił się minister, a górnikom dzięki groźbom strajku udało się właśnie uzyskać spore ustępstwa. Stanowisko związkowców jest przy tym lekko schizofreniczne. Z jednej strony chcą przymusić marszałków do podpisania porozumienia w sprawie restrukturyzacji, bo to przedłuży byt spółki. Z drugiej sprzeciwiają się zwolnieniom, które są elementem tej samej restrukturyzacji i mają zapewnić konkurencyjność.

Zapowiedź wejścia kapitałowego Agencji Rozwoju Przemysłu do PR niewątpliwie poprawi sytuację sektora kolejowego w Polsce. Wtedy 600 mln zł trafi na spłatę długów Przewozów, przede wszystkim wobec spółki PKP Polskie Linie Kolejowe. Dzięki temu ta ostatnia będzie mieć środki na wkład własny do inwestycji, co poprawi jej płynność finansową i przełoży się na budowy na torach. Do tego zapewne uda się przekonać wszystkich 16 marszałków. Sprzeciw niektórych z nich musi jednak budzić propozycja zawarcia z PR pięcioletnich umów. Mapa sprzeciwu jest łatwa do naszkicowania: pojawią się tam, gdzie działają powołane przez marszałków spółki, które odbierają rynek Przewozom – takie jak Koleje Wielkopolskie, Koleje Dolnośląskie czy Łódzka Kolej Aglomeracyjna.,

Po oddłużeniu spółki przez ARP i postawieniu jej na nogi nie będzie potrzeby, żeby administracyjnie napędzać jej klientów. Bo jeśli tak, to nie jest to restrukturyzacja, ale parareforma polegająca na utrwaleniu monopolu. Wobec PR potrzebny jest plan dwuetapowy. Najpierw restrukturyzujemy spółkę, a potem uwalniamy rynek – stopniowo, np. po 10 proc. przez 10 lat (jak w Czechach). [Jakub Majewski prezes fundacji Pro Kolej]