Pod koniec października, z dwutygodniowym opóźnieniem, Prezes UTK zatwierdził cennik PKP PLK na przyszły rozkład jazdy. Jakub Majewski, prezes Fundacji ProKolej, zapowiada, że pomimo szeregu krytycznych uwag i opinii przewoźników stawki jednak wzrosną, a kolej straci kolejną szansę na odbudowę konkurencyjności.

Zdaniem Majewskiego, przyszłoroczny cennik dostępu do infrastruktury PKP PLK, zatwierdzony przez Prezesa UTK, zapowiada kolejny rok stagnacji. Po zeszłorocznym obniżeniu cen wśród przewoźników i ich klientów pojawiła się nadzieja, że nasz rynek kolejowy zaczyna zbliżać się do Europy. Optymiści wierzyli, że w końcu będzie nowocześniej, efektywniej i taniej. A stawki dostępu do torów będą odzwierciedlać rzeczywiste koszty i jakość, a przy tym zyskają walor przewidywalności i transparentności. -

Niestety, po roku drogi ku normalności zawracamy. Bo opłaty za dostęp do infrastruktury, peronów, usług dodatkowych zamiast maleć… rosną. Pod hasłem kosztów bezpośrednich kryją się nieznane kwoty i niezrozumiałe hasła, których nie weryfikuje nawet regulator. I w rezultacie zamiast w jednej trzeciej, użytkownicy polskich torów muszą składać się na ponad połowę budżetu zarządcy infrastruktury - mówi Jakub Majewski. Dodatkowo, podwyższony cennik zamiast wiosną pojawia się na półtora miesiąca przed wejściem w życie nowego rozkładu jazdy. W sytuacji gdy trasy pociągów są zamówione, a umowy na dofinansowanie przewozów czy przewóz ładunków w większości wynegocjowane.

- Nowe stawki dostępu PKP PLK i standard oferowanej za nie infrastruktury nie pomogą nam więc dogonić Europy. No, może z wyjątkiem umocnienia pozycji w rankingu najdroższych opłat za korzystanie z torów - konkluduje prezes Fundacji ProKolej.